Jak było i obecnie jest na świecie. Chodniki Paryża czy Brukseli jeszcze kilkanaście lat temu były upstrzone psimi kupami. Brukselczycy żartowali nawet, że idąc na spacer, trzeba zabrać ze sobą drugą parę butów. Dziś Bruksela jest wyposażona we wzorcowe psie ubikacje, czyli specjalnie ogrodzone wybiegi. W wielu miastach Europy właściciele psów otrzymują łopatki i torebki, a po ulicach krążą specjalne maszyny, które wciągają odchody i zmywają teren (w Polsce na ich zakup jak na razie zdecydowało się zaledwie 20 gmin). Kary za niesprzątanie po pupilach wahają się od stu (Niemcy) do kilkuset euro. Najostrzej podchodzą do sprawy Brytyjczycy. Ustawa z 1996 roku nakazuje właścicielom sprzątać po psie, który nabrudzi w przestrzeni publicznej. Złapany na gorącym uczynku zapłaci 50 funtów, a w razie odmowy sprawa trafia do sądu, gdzie grzywna rośnie do 1000 funtów (zakaz nie dotyczy terenów wiejskich i lasów). Surowo karze się także właścicieli chodzących z psem bez smyczy. Za złamanie zakazu, podobnie jak za wchodzenie z psem na plac zabaw dla dzieci, można zapłacić 500 funtów. W krajach skandynawskich chroni się przede wszystkim spokój obywateli (niektórzy przecież mogą bać się psów) oraz dziko żyjących zwierząt. Psy mogą przebywać bez smyczy na wyznaczonych terenach (plażach, lasach), ale wyłącznie od 1 października do 31 marca, czyli poza sezonem turystycznym i okresem godowym dzikich zwierząt.  W lasach wydziela się także specjalne psie parki – tereny ze stosunkowo niedużą populacją dziko żyjących zwierząt. Tu psa można spuścić ze smyczy, ale zawsze trzeba nad nim czuwać. Podobne parki, oznaczone zwykle tabliczką leash free (bez smyczy), powstają także w miastach, zwłaszcza w Kanadzie i USA. Rejestracja psa jest obowiązkowa. Za brak przy obroży tabliczki z numerkiem rejestracji, nazwiskiem i adresem właściciela zapłacimy w Wielkiej Brytanii 5000 funtów, w USA za pierwszym upomnieniem 35, za drugim 50, a za trzecim już 100 dolarów.